
- Idę ulicą, ktoś mi się kłania
Oddaję ukłon, znam przecież drania.
Ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku,
To m iły facet, znam go od roku.
Jakże u diabła on się nazywa?
Dziura w pamięci, czasem tak bywa.
Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi
Nic nie poradzisz, starość nadchodzi.
Gdy już po parku idę alei
Nagle pot zimny koszulę klei,
Bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
Czy aby kluczem zamknęłam drzwi?
W spiesznym powrocie, znów myśl się rodzi
Nic nie poradzisz, starość nadchodzi.

Siedzę i czytam, nagle myśl żywa
Jakimś pragnieniem z fotela zrywa,
Robię trzy kroki, staję przy szafie
I jak to cielę na nią się gapię.Pojęcia nie mam, po co ja wstałam
Czego tak bardzo i nagle chciałam?
Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi,
Że ta nieszczęsna starość nadchodzi.
Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
Zaoszczędziłam trochę pieniędzy.
W dużej kopercie, zamkniętej klejem
Dobrze ukryłam je przed złodziejem.
I teraz, już od paru miesięcy
Nie mogę znaleźć moich pieniędzy.
Ech, nie pojmiecie tego Wy młodzi
Jak miło żyć, gdy starość nadchodzi.
Żuję kolację, w niej polędwica
Me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości
Czy ona musi stale nas złościć?
Przecież jest piękna, masz sporo czasu,
Chcesz iść nad wodę, albo do lasu?
To sobie idziesz, nikt Ci nie broni.
Z łóżka zbyt wcześnie, też nikt nie goni,
Bowiem nie musisz pędzić do pracy
Jak wszyscy Twoi młodzi rodacy.
Co prawda wigor z wolna przekwita,
Lecz po co wigor u emeryta?
Podwyżki pensji już nie wyprosisz,
Należną gażę poczta przynosi.Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia,
Gdy wiek Ci daje Mądrość spojrzenia.
Więc WIWAT starość! Niechaj nam służy,
Nawet gdy trochę chwilami nuży.
Bowiem jak sądzę, w tym jest rzecz cała,
By jak najdłużej ta starość trwała!
I tym optymistycznym akcentem...zachęcam do pogodnego przechodzenia w stan "wiecznej szczęśliwości"!!!
Oddaję ukłon, znam przecież drania.
Ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku,
To m iły facet, znam go od roku.
Jakże u diabła on się nazywa?
Dziura w pamięci, czasem tak bywa.
Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi
Nic nie poradzisz, starość nadchodzi.
Gdy już po parku idę alei
Nagle pot zimny koszulę klei,
Bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
Czy aby kluczem zamknęłam drzwi?
W spiesznym powrocie, znów myśl się rodzi
Nic nie poradzisz, starość nadchodzi.

Siedzę i czytam, nagle myśl żywa
Jakimś pragnieniem z fotela zrywa,
Robię trzy kroki, staję przy szafie
I jak to cielę na nią się gapię.Pojęcia nie mam, po co ja wstałam
Czego tak bardzo i nagle chciałam?
Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi,
Że ta nieszczęsna starość nadchodzi.
Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
Zaoszczędziłam trochę pieniędzy.
W dużej kopercie, zamkniętej klejem

Dobrze ukryłam je przed złodziejem.
I teraz, już od paru miesięcy
Nie mogę znaleźć moich pieniędzy.
Ech, nie pojmiecie tego Wy młodzi
Jak miło żyć, gdy starość nadchodzi.
Żuję kolację, w niej polędwica

Me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości
Czy ona musi stale nas złościć?
Przecież jest piękna, masz sporo czasu,
Chcesz iść nad wodę, albo do lasu?
To sobie idziesz, nikt Ci nie broni.
Z łóżka zbyt wcześnie, też nikt nie goni,
Bowiem nie musisz pędzić do pracy
Jak wszyscy Twoi młodzi rodacy.
Co prawda wigor z wolna przekwita,

Lecz po co wigor u emeryta?
Podwyżki pensji już nie wyprosisz,
Należną gażę poczta przynosi.Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia,
Gdy wiek Ci daje Mądrość spojrzenia.
Więc WIWAT starość! Niechaj nam służy,
Nawet gdy trochę chwilami nuży.
Bowiem jak sądzę, w tym jest rzecz cała,
By jak najdłużej ta starość trwała!
I tym optymistycznym akcentem...zachęcam do pogodnego przechodzenia w stan "wiecznej szczęśliwości"!!!











