sobota, 12 listopada 2011

GRAŻYNA....GDZIE SIĘ PODZIAŁA TA DZIEWCZYNA:)

Kilka dni temu dostałam ...niespodziankę:) Niesamowitą zresztą, powaliła mnie na kolana i łezka zakręciła się w oku. Przyjaciółka, z którą znamy się od ponad czterech lat, niestety tylko wirtualnie, Ewunia  przysłała mi napisany przez siebie wiersz. Zaskoczyła mnie i wzruszyła mówiąc, że napisała go z potrzeby serca, tak czuje i tak mnie odbiera. To przypomniało mi o wierszu-rymowance, który napisała dla mnie a właściwie o mnie, wiele lat temu moja przyjaciółka z  liceum. Poszperałam w starym szkolnym pamiętniku i znalazłam. Chciałam sprawdzić, jaka byłam mając lat 18-cie i jaka jestem teraz, czy bardzo się zmieniłam? Myślę, że naturę i charakter mam taki sam...tylko nieco bardziej "puszysta" się zrobiłam:))) Kiedy tak patrzę w przeszłość, to się pytam: "Gdzie tamta dziewczyna się podziała?" 

I.  Na imię ma Grażyna,
    Jest gibka jak sprężyna.
    Mówią o niej w samych superlatywach,
    Lecz ona lubuje się we własnych inicjatywach.
 
    Ma bujną wyobraźnię,
    Co tydzień odwiedza łaźnię.
    Jest bardzo miłe dziewczę
    I wszystkich traktuje z gestem.

    Ma w sobie wiele kultury
    I ostatnio zamiłowanie do literatury.
    Dobiega lat osiemnastu,
    I swe zgrabne nogi pokazuje miastu.  

    Lubi swym bliźnim dawać dobre rady,
    Jeśli kto zechce uciec się do jej porady.
    No i na koniec tego wszystkiego
    Wypada jej tylko życzyć "wszystkiego dobrego"!  
          
W dowód wielkiej przyjaźni Krawczykównie
        Krystyna J.
Szczecin dn. 14.IV.62r. 


 











W wieku 4 lat i w wieku 10 lat.


 A to z liceum, zawsze z chłopakami i ciągle radosna:)))

 Ten, już bardzo dojrzały, piękny wiersz, napisała Ewa:
II. PO PROSTU DOBRY CZŁOWIEK.

Dobry człowiek serce ma na dłoni,
Trudnej chwili zawsze się pokłoni.
Chętnie dobrym słowem obdaruje,
Każdego człowieka poszanuje.
Nad wszystkim się pochyli,
W każdej życia chwili.
I uśmiechem zarazi,
Nikomu się nie narazi.
Dobrą energią epatuje
I serdeczności nie żałuje.
Przesyłam uściski wirtualna przyjaciółko - EWA.

Czy się bardzo zmieniłam? Na pewno dojrzałam, "nóg miastu nie pokazuję":)))) A reszta chyba się nie zmieniła, bo uśmiech mam zawsze i jak Ewa mówi...zaraźliwy:)))
A to aktualne zdjęcia "pulpecika":)))







Bogusia w swoim komentarzu zauważyła, że byłam i brunetką i blondynką....a mnie dopiero teraz się skojarzyło: "zaczynałam życie jako blondynka i kończę...jako "blondynka-inaczej":)))
                                                       



  

niedziela, 23 października 2011

"TA OSTATNIA NIEDZIELA..." JESIENNY PRZYJACIELSKI WYPAD!!!!

Myślę, że to już ostatnia niedziela tego roku, nadająca się na wypady poza miasto. Pogoda niezbyt rewelacyjna, ale do łazikowania dobra, przewietrzenie płuc przed zimą na pewno przydatne:) Na wyprawę do Czerska zaprosiła mnie nasza koleżanka blogowa Anabell , którą mogę już nazwać przyjaciółką w realu!!!! Świetnie się dogadujemy i rozumiemy...a do naszego duetu dołączył jej uroczy Małżonek. Mogę więc powiedzieć, że teraz tworzymy "trójkąt doskonały", elitarny w swej kompozycji..."łazikowo-gawędziarskiej":))) 
O samym Czersku i ruinach Zamku Książąt Mazowieckich nie będę pisała....zrobiła to na swoim blogu ANABELL. Wspomnę tylko, że wracając do domu zatrzymaliśmy się w Konstancie - zaczerpnęliśmy haust orzeźwiającego powietrza pod tężniami, odwiedziliśmy Muszlę Koncertową, wsłuchując się w .....szum drzew:))) Dzień mogę zaliczyć do bardzo udanych, wypad bliski czy daleki nie jest tak istotny....jak doborowe towarzystwo, z którym nie można się nudzić!
  Czersk - Wieża Zachodnia
Czersk - Wieża Południowa
 A to młodzi miłośnicy historii - spędzili na terenie ruin dwa dni. Spali w namiotach z płótna....w taką mroźną noc, dzielni młodzieńcy!
Ten piękny, puszysty samoyed...rozgrzewał ich jak kołderka:)
A to Grażusia, wspinająca się na Południową Wieżę...mimo tuszy jakoś dzielnie sobie radziła:))))
Tak wygląda od środka Wieża Płd.

A to Anabell z Małżonkiem - podchodzą do schodów prowadzących na Płd. Wieżę
Anabell dziękuję Tobie i cudownemu kompanowi - Małżonkowi, za wspaniale spędzony z Wami dzień, pyszne ciasteczka, Tiki-Taki i Kasztanki, fantastyczne rozmowy, gromkie śmiechy i za tę ostatnią niedzielę jesieni wspólnie "przewędrowaną"!!!!

środa, 19 października 2011

W PIGUŁCE I Z HUMOREM: "KRYZYS...a ODDŁUŻANIE" :)))


Małe atrakcyjne miasteczko na Lazurowym Wybrzeżu. Jest sierpień - sezon w pełni. Turystów jednak, jak na lekarstwo, bo od dłuższego czasu leje deszcz:) 
Większość mieszkańców jest zadłużona.
Niespodziewanie w miasteczku zjawia się nowobogacki Rosjanin!
 W przytulnym hoteliku chce wynająć pokój. Rzuca właścicielowi €100 i idzie obejrzeć pokój.

Hotelarz chwyta banknot i natychmiast leci uregulować należność u dostawcy mięsa...branego na kredyt!                                             
  
Ten łapie banknot i leci zapłacić nim hodowcy świń, u którego brał towar na kredyt:) 

Ten łapie te 100€ i leci zapłacić dostawcy paszy, za karmę wziętą na kredyt:)
Ten z ulgą bierze pieniądze i z tryumfem wręcz je "putanie" z której usług korzystał ...na kredyt:)
 Ta łapie pieniądze i biegnie spłacić dług hotelarzowi, u którego wynajmowała pokój...na kredyt:)


Kiedy hotelarz otrzymał już swoje 100€....Rosjanin schodzi z góry i oświadcza, że pokój mu się nie podoba, więc bierze swoje pieniądze i wyjeżdża!
 Reasumując - zarobku nie ma nikt, ale cała miasteczko jest oddłużone i z optymizmem patrzy w przyszłość:)))
 
 


czwartek, 13 października 2011

CZAS JAK "KRÓLICZEK"...UCIEKA, A JA GO GONIĘ:)

Wydawałoby się, że to wczoraj....a to prawie tydzień upłynął od mojego z Anabell spotkania. Dawno się nie widziałyśmy, a od naszego ostatniego "debatowania" w kawiarni, nazbierało się  tematów...co niemiara!!!! Ania jest fantastyczną dziewczyną...i do tańca i do...śpiewania:)))) Nadajemy na tych samych falach, mamy ogromne poczucie humoru, podobnie widzimy świat i ludzi, mamy podobny bagaż doświadczeń życiowych....i mogłabym jeszcze trochę cech wymienić:))) Różni nas natomiast...jedna cecha - pracowitość! Ania jest osobą  bardzo pracowitą, ruchliwą, ze zdolnościami manualnymi, a ja...cóż "leniwiec pospolity" i bez umiejętności do robótek ręcznych:))) Wobec tego wymieniamy się: Ania zrobiła dla mnie przepiękne klipsy (do kompletu z wisiorkiem, który dostałam wcześniej), śliczny, delikatny wisiorek i piękne pudełeczko!!! A ja Ani podarowałam swoje serduszko, najpiękniejszy na świecie uśmiech i dozgonną, szczerą przyjaźń!!!! Aniu jeszcze raz Ci bardzo pięknie dziękuję !!!! A oto prezenty od Anabell:










Gonię czas, on ucieka jak "króliczek"....a ja mam zabawę, nie wiem tylko czy gonię króliczka czy gonię w piętkę:))) Od kilku dni wyłączyłam się z czynnego życia towarzyskiego i wzięłam się za generalne porządki w kuchni....tak się rozkręciłam, rozszalałam, że prawie połowę rzeczy powyrzucałam z szafek i wyniosłam pod  pojemniki na odpadki! Po dwóch godzinach już moich paczek nie było...Widzę, że pożytek z tego sprzątania jest podwójny...ja mam luz i przejrzystość, a ktoś sobie uzupełnił braki w szafkach:))) Od wczoraj czuję się jak pies Pluto, padnięta, wyżęta, nijaka, zniechęcona i wyznająca "tumiwisizm":))) Mam nadzieję, że wkrótce chorobliwy "leń".... uleci do ciepłych krajów!