wtorek, 13 listopada 2012

LATAJĄCY DYWAN....UZIEMIONY:)))


W wakacyjnych planach miałam wyjazd do Szczecina, mojego miasta dzieciństwa i wczesnej młodości. Nic z tego nie wyszło, bo....szkoda gadać:))) Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - przyjechała do mnie przyjaciółka z dzieciństwa. Przegadałyśmy kilka dni i nocy, no i przy okazji przypomniała mi wiele zdarzeń, o których już nie pamiętałam. Będę miała znowu co pisać...wspomnień czar niech się kręci:)))
A więc historia niebywała, jak na tamte czasy. Nie dotyczy ona mego dzieciństwa, ale mniej więcej drugiej połowy lat 70-tych. Jedna z moich przyjaciółek, po latach studiów, wróciła do rodzinnego miasta na stałe. Założyła rodzinę i wyprowadziła się z domu. Mamusia jej została sama, tatuś już nie żył, więc koleżanka z siostrami starały się mamie pomóc jak tylko mogły. Niestety mamusia była uparta, bezkompromisowa i żadnej pomocy nie przyjmowała...co jej któraś z córek przyniosła, to oddawała, albo groziła, że wyrzuci. Chodziło przede wszystkim o przedmioty użytkowe, dziewczyny uważały, że niektóre rzeczy należałoby już wymienić, a mama uparcie powtarzała, że to co ma starczy jej do śmierci. Ustępowały więc, dając mamie spokój, ale moja przyjaciółka nie mogła zdzierżyć leżącego na podłodze, starego, spłowiałego dywanu. Postanowiła z mężem kupić mamie na urodziny nowy dywan....kosztowało ją to wiele wychodzonych po sklepach kilometrów...takie czasy, ale dywan kupiła piękny! Zatargali ten dywan przed uroczystością, myśląc, że mama się ucieszy a goście zachwycą. Kiedy jedno z nich zagadywało mamę w kuchni, drugie ściągnęło stary dywan i położyło nowy, ustawiając na nim stół. Po chwili mamusia weszła do pokoju i ...stanęła jak słup. Bez zastanowienia i z uszczypliwym słowotokiem oraz przeogromnymi siłami, niczym gladiator, odsunęła stół, wyciągnęła dywan i kazała położyć stary, a ten nowy zabierać! Cóż mieli robić, zabrali...ale moja przyjaciółka też się uparła i jeszcze ze dwa razy z tym dywanem pod pachą do mamy chodziła, licząc na jej lepszy humor. Któregoś dnia mąż przyjaciółki wpadł na genialny pomysł. Przyjaciółka wspólnie z siostrą...wyprowadziły mamusię z domu. On w tym czasie z dywanem pod pachą poszedł do mamusi i po ułożeniu dywanu....przybił go gwoździami do podłogi!!!! Po powrocie mamusia była zszokowana, bo dywanu nie mogła oderwać i ...pogodziła się z tym. A co najfajniejsze, to to, że bardzo ją ta sytuacja rozbawiła i opowiadała o tym, wszystkim swoim znajomym.







42 komentarze:

  1. Historyjka świetna!. Jak to dobrze, że wtedy jeszcze bywały w większości drewniane podłogi. U mnie trzeba by chyba teraz przyklejać na butapren budowlany.:)))A wiesz, podobno jest to typowy objaw starości - nie zmarszczki i ubytek sił a niesamowita wręcz niechęć do zmian w domu.
    Buziaki,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Aniu serdecznie. Masz rację, podłogi w tych starych szczecińskich domach były z drewniane, a tam były o ile dobrze pamiętam deski, nie parkiet:)Przesyłam serdeczności i uściski!!!

      Usuń
  2. Fajna opowieść. Rozumiem ludzi starszych, też jestem osobą starszą.Niektóre przedmioty wiążą się z ich wspomnieniami. To tak jakby wyrzucić część ich życia. A z dywanem nie byłoby oporów.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teresko, teraz to i ja rozumiem, jak starsi ludzie przywiązują się do swoich rzeczy, pamiątek. Myślę, że dzisiejsza młodzież też nie rozumie tego...taka różnica pokoleń:)Pozdrawiam Cię cieplutko i z sympatią!!!!

      Usuń
  3. Witam serdecznie:-). Graszeńko, ta mamusia to prawie jak ja - dumna i nieustępliwa, ha ha ha...Pomysł z dywanem był świetny, ale ja nie protestowałabym gdyby mi się podobał. O nie! :-))). Z reguły nie cierpię dywanów wszelakich a jesli już to na ścianę, by było ciepło przy łóżeczku. Buziaczki i pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mayeczko, to tylko charakter...ale powiem Ci, że znam sporo osób, które w źle pojętej ambicji, odmawiają pomocy. Moje motto, to "uciekaj, kiedy biją a bierz, kiedy dają"...No, ale to tylko ja:))) Przesyłam moc uścisków i serdeczności!!!!Buziaki!!!!

      Usuń
    2. Dzięki*** a ja uciekam zawsze, Graszko. Nie potrafię przyjąć pomocy z godnością bo potem jest mi z tym bardzo źle, ale... sama mogę rozdawać na lewo i prawo - o ile mam za co. Buziol.

      Usuń
    3. Mayeczko, też tak mam...wolę dawać, jak mogę oczywiście, niż brać:) Takie jesteśmy, to nasze pokolenie...jest inne niż pokolenie naszych dzieci, niestety!!!! Buziaki!!!! Biegnę trochę w salonikach posiedzieć, dawno mnie znowu nie było:)))

      Usuń
  4. Ludzie starsi są przywiązani do swoich rzeczy, a Ty Graszo świetnie nam o tym powiedziałaś. Jak z tego widać, obydwie strony były uparte.

    Pozdrawiam serdecznie.

    http://babuni-blog49.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko i co zmieniłaś adres swojego saloniku? Dzięki za podanie adresu...Kochana, tak mają w większości starsi ludzie a zwłaszcza z tamtego pokolenia. Dzisiaj nie ma takich wyrywnych dzieci, coby pomagały rodzicom, raczej od nich biorą i już!!! Przesyłam Ci wiele uścisków i serdeczności!!!!

      Usuń
    2. Grażynko adres jest taki sam jak na starym blogu. Teraz mam zamiar prowadzić dwa blogi, tu i na Onecie. Po prostu wróciłam na stare śmieci, za dużo byłoby przenoszenia stamtąd na ten blog, eięc zostałam tam.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Grażynko przysłałaś mi, więc myślałam, że zmieniłaś. Mam obydwa u siebie, dzięki! Pozdrawiam Cię cieplutko i buziaki ślę!!!!

      Usuń
  5. Bardzo fajna historia i muszę powiedzieć że podobne znam ze swojego doświadczenia:)))miło jest powspominać i pobyć ze swoją przyjaciółką:)))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Reniu witam serdecznie. Myślę, że my jako trochę "starsze" panie, rozumiemy teraz tamte nasze mamusie, które nic nie potrzebowały...od dzieci, bo uważały, że cały dorobek życia starczy im do końca. Zobacz, jak w życiu wiele historii lubi się powielać, czytając coś nagle sobie przypominamy, że miałyśmy z podobną sprawą do czynienia:) Przesyłam Ci moc uścisków i życzę dobrej nocki!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Grażynko! Ło matko, jak można tak matkę "katować".Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereniu, rozbawiłaś mnie tym "katowaniem":))) W rezultacie...nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło:)))Serdeczności przesyłam i spokojnej nocki życzę, buziole!!!!

      Usuń
  8. Powtarzam,że Młodość ma swoje prawa[dwoje dorosłych dzieci],ale Starość jest wyjęta z pod prawa........ pozdrawiam Dusia [miło się czyta Twoje wspomnienia]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dusiu witam Cię serdecznie w moich skromnych progach!!! Kochana masz rację i widzę, że wiesz co mówisz...z racji dzieci. Jednak, to były czasy, w których nie kupowało się ot, tak od ręki, trzeba się było nabiegać. Tak czy siak ...mamusia w końcu była zadowolona i do nowego się przyzwyczaiła:))) Pozdrawiam Cię serdecznie i cieplutko, miłego wieczoru życzę!!!!

      Usuń
  9. Witaj
    Ja jestem Grażynko, z tych osób, które staroci nie zbierają. Ale należy uszanować uczucia innych.
    Mój mąż nie tak łatwo pozbywa się starych rzeczy, zwłaszcza tych użytkowych. Często coś mu się przydaje po latach. Bo to tzw "złota raczka" jest.
    Ale kiedyś i ja kazałam mu nieraz coś zmienić, stare wyrzucić. Pamiętam do dziś jego minę i rozterki. Zatem nie wtrącam się już, niech ma swój mały, "zakurzony" świat.
    Pozdrawiam znad filiżanki aromatycznej kawki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bożenko, wiem jak teraz reaguję na propozycję wyrzucenia moich pamiątek:))) Też się buntuję i jestem zła, bo każda z nich coś mi przypomina i ma być póki żyję:))) Moim młodym, wiele staroci się nie podoba...dla nich tylko IKEA i nowoczesność:) Pozdrawiam Cię serdecznie i buziaki ślę!!!!

      Usuń
  10. To jest sympatyczna, lekko napisana opowieść, która przypomniała mi dywaniki mojej prababci Moniki. Dużo bym dała, żeby teraz je mieć, jak wiele innych pamiątek po niej, które moi rodzice bezmyślnie wyrzucili.
    Całuski Grażuniu i podziękowania od Martika i Kamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzyniu, dzięki za milutkie słowa od Martika i Kamy!!! Powiem Ci, że mam niewiele pamiątek rodzinnych, ze względu na ograniczoną powierzchnię mieszkaniową, ale gdybym miała duży dom, to nic bym nie rozdała...tak, rozdała - nigdy nic z pamiątek rodzinnych nie wyrzuciłam!!!!Przytulam Was kochani bardzo cieplutko, serdecznie i z wielkim sentymentem!!!!

      Usuń
  11. Rozumiem,że przywiązujemy się do rzeczy,ale żeby aż tak!?
    Ale w ogóle to fajna historyjka ,taka do opowiadania,więc nic dziwnego,że nawet główna bohaterka ja opowiadała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, tak niektórzy mają...co ich, to na całe życie:) Trudno się im dziwić, jeżeli każdy przedmiot wiązał się z przyjemnym wspomnieniem:)))) Pozdrawiam Cię serdecznie i buziaki ślę!!!!

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Agusiu, nie masz jeszcze takich zmartwień, jak zachowanie na wiecznej rzeczy pamiątkę, tego co Twoje:))) Poczekaj, aż dojdziesz do wieku nestorki a dzieci będą chciały wyrzucić coś, co sama robiłaś i z czym związane jest miłe wspomnienie:)))Niemniej jednak sama historia z przybitym do podłogi dywanem, jest faktycznie zabawna:)))Dzięki skarbie za odwiedziny, przesyłam Ci moc uścisków i życzę miłej nocki!!!!

      Usuń
  13. To uparciuszek była, ale się ubawiłam., ale moja mamusia bardzo lubiła jak dostawała prezenty, i nie mieliśmy kłopotu by jej sprawić fajne rzeczy. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alinko, mówiąc szczerze, też lubię dostawać prezenty....a nawet potrafię głośno zamówić coś u Mikołaja:)))To wszystko zależy od charakteru człowieka. Pozdrawiam Cie serdecznie i buziaki ślę!!!!!

      Usuń
  14. Upartość dzieci oraz starszych ludzi jest zadziwiająca:))) Ale widać, że młodzi też uparci skoro doprowadzili sprawę dywany do szczęśliwego zakończenia:) Lubię Graszo te Twoje wspomnienia... A i jeszcze coś... Jakbyś przypadkiem wybierała się kiedyś do Szczecina, to pewnie będziesz jechać przez Gorzów. A jak przez Gorzów, to zapraszam na kawę i ciacho gdzieś do przytulnej kawiarenki:) Nie zapomnij, proszę:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu, jedni lubią dawać, a inni ....nie chcą przyjmować:)))Takie te nasze charaktery dziwne, cóż robić? Kochanie na pewno w przyszłym roku, może w maju, pojadę do Szczecina...taka mnie tęsknota naszła, że hej! Bardzo często, kiedy jeszcze jeździłam samochodem, to przejeżdżałam przez Gorzów. Teraz niestety już jeżdżę tylko pociągami lub busami:)))Twoja propozycja jest kusząca...mówisz i masz...mnie w Gorzowie.Mogę zrobić przerwę w podróży, zamówić nocleg i na drugi dzień jechać dalej!!!!Będziemy w kontakcie, buziaki!!!!

      Usuń
  15. Witaj Grażynko.Fajna historia,rozbawiła mnie dając energię w ten mglisty poranek.
    Ja lubię zmiany i często coś w domu zmieniam,ale nie lubię,jak dzieci chcą mi coś dekorować,albo kiedy wydają na coś pieniądze,co uważam,że jest mi zbyteczne,nie w moim guście,albo zbyt drogie.One same niczego nie chcą ode mnie,a myślą,że mnie trzeba po swojemu uszczęśliwiać,trzeba by się kłócić,więc milczę i udaję zadowoloną.Ostatnio syn kupił mi bardzo modne kozaki,ale dla kogo modne-dla młodych lasek,a nie starej baby.Wywalił sporo kasy i co ja mam teraz z nimi zrobić,patrzę na nie i zastanawiam się:))
    Serdeczności Grażynko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewuś kochana, a z której strony Ty stara baba:)))? Laseczka zgrabna, uśmiechnięta, modnie ubrana, toż i kozaki dla Ciebie odpowiednie....najważniejszy rozmiar:))) Skoro pasują, to bym choćby dla ulania żółci niektórym "zazdrośnicom", po mieście paradowała!!! Trzymaj się cieplutko i...nóżka do przodu!!! Buziaki!!!

      Usuń
  16. I ja z dwiema siostrami przechodziłam to stosunkowo nie dawno ze swoją mamą :):) ale doszłam do wniosku ze uszczęśliwianie kogoś na siłę nie ma sensu ,i mama żle się z tym czuła ,a i my czułyśmy niesmak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogusiu, każdy ma inaczej:)))Wiesz w tamtych czasach zdobycie czegokolwiek, to ogromny wysiłek, więc...dywan nie mógł się zmarnować:))) Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

      Usuń
  17. Niesamowite poczucie humoru potrzebne jest z obydwu stron by tak zakończyć mogła się ta historia :))))Fajna komedia!!! Serdecznie pozdrawiam i miłej niedzieli życzę :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halinko dzięki Ci za miłe pozdrowienia i powiem, że nie było innej opcji...uparte i matka i córka:))) Teraz tylko wspominać mogę o tym dywanie. Przesyłam wiele uścisków!!!!

      Usuń
  18. Witaj Graszko.
    No to się mamuśka zdziwiła jak dywaniku nie mogła ruszyć :)))
    Jak to dobrze, że już wróciłaś, uwielbiam Twoje wspomnienia, sposób pisania , Twój humor :)
    Graszko, zapraszam po wyróżnienie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Mireczko serdecznie, ano miały się dziewczyny z mamusią "Zosią Samosią":)))Dzięki za miłe słowa i przesyłam wiele uścisków!!! Wpadnę do Ciebie w nocy, miałam zawirusowany komputer i znowu przerwę w pisaniu.

      Usuń
  19. Sila przyzwyczajenia Graszenko i ... tradycja. Byc moze i wspomnienia rodzinne. My, ludzie dojrzali tak mamy :))
    Caluje, przytulam, pozdrawiam calym sercem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alenko witam Cię serdecznie i bardzo się cieszę, że się odezwałaś. Powiem Ci, że miałam bardzo długą przerwę w pisaniu, a po powrocie zginął mi Twój adres bloga. A ten, który udało mi się w "aktach" znaleźć...jest niestety zamknięty. Teraz mam nadzieję, że wrócimy do bliższych kontaktów. Przesyłam Ci moc serdeczności i uścisków!!!

      Usuń
  20. To teraz ja odwzajemnie się że trafiłem do Ciebie po linku u Anaste i wiem już dlaczego tak Cię ceni i lubi czytać.Dziekuję ci za miłe słowa na tamirianie, pozwolisz że się rozgoszczę,mam nadzieję.:):):)pan mąż bardzo praktyczny jak czytam, az zastanowiłem się czy i mnie przydarzyło się coś równie szalonego...Poza wydrapywaniem wierszy na meblach?Nic dywanu nie przebije:):):)i tylko,jak gdzieś przeczytałem, pozostaje tylko ulga że podłoga z betonu nie była bo młotek mógł oddać:):):)serdecznie pozdrawiam:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Radku bardzo serdecznie i dziękuję za odwiedziny. Przez kilka dni miałam zawirusowany komputer i nie mogłam spokojnie pracować. Syn już mi wyczyścił, czyli po mojemu "naprawił" i teraz mogę śmigać po salonikach. Wpadnę z rewizytą i przyniosę świeżutką cieplutką szarlotkę...z bitą śmietaną lub lodami, co wolisz?:)))) Pozdrawiam Cię z sympatią!!!!

      Usuń